Kategorie: Wszystkie | 18+ | Familia | GyGy | Martens przeczytał | Martens zobaczył | Myśli
RSS
czwartek, 03 grudnia 2009

W kontaktach z ludźmi musimy pamiętać, że nie są to istoty kierujące się logiką. Mamy do czynienia z istotami powodowanymi emocjami, pełnymi uprzedzeń i dumy wynikającej z próżności.

Tylko raz przejdę tą drogą. Dlatego jeśli mogę zrobić coś dobrego lub okazać uprzejmość, muszę to zrobić teraz. Nie mogę tego odkładać lub zaniedbać, bo nigdy już nie przejdę tą samą drogą.

12:16, martens-pisze , Myśli
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 16 listopada 2009

Nie mam już, cholera jasna, 17 lat. Ostatnio zarzucono mi, że jestem drętwa i nie umiem się bawić. Nie będę nikomu udowadniać, że tak nie jest. Ok, zgadzam się na bycie drętwą, starą panną. Sorry, ale nie bawią mnie już niektóre rzeczy, które bawiły mnie, gdy miałam -naście lat. Nie śmieszy i nie rajcuje mnie to. Ale jestem ta zła, bo nie rozumiem innych. Rozumiem! Aż za bardzo. Też byłam kiedys gówniarą, której wydawało się, że pozjadała wszystkie rozumy.

Nie umiem się bawić. Bo już się naprawdę wybawiłam, wyszumiałam, wyskakałam w ciągu kilku ostatnich lat i nie trzeba mi więcej. Mi się już nie chce. Patrzę tylko z politowaniem na te dziewczynki, które marnują sobie życie upijając się w sztok nie rozróżniając nawet, czy piją Leśny Dzban za 3zł, czy Chivas Regal, za 140. Byle się napić, najarać, dać dupy i cześć. A MNIE JUŻ SIĘ NIE CHCE. Ja już naprawdę chciałabym usiąść, mieć dom, rodzinę, dzieci, pracę... Więc jestem drętwa. Bo kto w dzisiejszych czasach myśli o małżeństwie i ustatkowaniu się? Chyba tylko takie drętwiaki jak ja.

A nikt nie rozumie, że jak już ktoś w swoim życiu odpowiednio dużo wypije, wypali, nawącha i nawciąga, a jeśli chodzi o kontakty z płcią przeciwną - nie da rady wymienić wszystkich nawet z imienia, a chronologii nie wpominając... to już potem nie pragnie nic innego, jak tylko usiąść na bujanym fotelu przy kominku i mieć święty spokój.

15:24, martens-pisze , Myśli
Link Komentarze (2) »
czwartek, 08 października 2009

Pisane pół żartem, pół serio.

Prawdziwa kobieta powinna:

1. Potrafić zawiązać krawat. Na sobie i na mężczyźnie.

2. Posiadać przynajmniej jedną parę szpilek.

3. Mieć swój ulubiony, męski zapach perfum.

4. Wiedzieć, co to znaczy 'spalony'.

5. Posiadać przynajmniej jeden wibrator.

6. Umieć umalować oczy z zamkniętymi ustami.

7. Umieć ugotować coś z niczego.

8. Kiedy trzeba być oszczędna.

9. Kiedy trzeba, rozpieszczać się.

10. Posiadać i nosić pończochy.

11. Pracować (wyjątek stanowią kobiety w ciąży lub posiadające niemowlęcie).

12. Umieć zrobić loda. Nie oszukujmy się.

13. Być inteligentniejsza niż wydaje się to jej mężczyźnie.

14. Częstotliwość fochów ograniczyć do minimum. (wyjątek - przed okresem)

15. Umieć wymienić koło w samochodzie.

16. Umieć przeklinać. Umieć.

17. Wybaczać, ale do czasu.

18. Akceptować swoje ciało.

19. Być mądrą kochanką. (Pod tym kryje się wiele. Jeżeli nie wiesz w czym rzecz, masz pecha. Twój partner też.)

20. Kochać swojego mężczyznę.

 

To narazie tyle. Lużne pomysły, może jeszcze jakieś mi wpadną do głowy, to napiszę.

00:36, martens-pisze
Link Komentarze (3) »
wtorek, 15 września 2009

Jestem skończonycm kretynem. Tyle Wam powiem.

01:21, martens-pisze
Link Komentarze (1) »
niedziela, 13 września 2009

Długo mnie tu nie było, wiem. Ale można uznać, ze miałam wakacje, wakacje w pisaniu bloga między innymi. No ale Martens powrócił, cieszcie się :)
Tak sobie myślę patrząc na ostatnie notki, że w życiu Martensa zaszły daleko idące zmiany do tego stopnia, że najpierw myślałam o skasowaniu tego bloga i założeniu nowego. No ale w sumie przeszłości nie da się pozbyć zwykłym kliknięciem "delete", dlatego zostawiam.

Postanowiłam napisać coś na temat fochów.

HISTORIA FOCHA.
Foch to zjawisko jeszcze nie do końca zbadane i zrozumiane przez najtęższe umysły świata. Najczęściej zachodzi pomiędzy dwoma osobami odmiennej płci i polega na ostentacyjnym zachowaniu jednej osoby w stosunku do drugiej. Początkowo foch był domeną mężczyzn, bo czymże innym wytłumaczyć spalenie Rzymu przez Nerona czy przekazanie dwóch nagich mieczy Władysławowi Jagielle przez zakonników krzyżackich. Bardzo szybko potencjał focha odkryły jednak kobiety. Zaadaptowany na ich potrzeby, ewaluował i stał się nieocenionym orężem w codziennej walce płci. [...]
RODZAJE FOCHÓW.
Fochy możemy podzielić ze względu na rodzaj i czas trwania. Sposób przebiegu fochowania zależy w głównej mierze od charakteru danej osoby i tak jeżeli mamy do czynienia z ognistą brunetką możemy spodziewać się focha głośnego, awanturniczego, wyposażonego w tupanie, płacz a nawet rzut w dal „tym co mam pod ręką”. Jeżeli natomiast osoba obdarzająca nas fochem jest na co dzień spokojna i zrównoważona jej foch może przejść niezauważony i objawiać się uporczywym milczeniem, ignorowaniem wszelkich wypowiedzi pod jej adresem lub wręcz unikaniem kontaktu.
A jak to jest z czasem trwania focha? Oj, bardzo różnie. Najbardziej popularny podział to foch okresowy, który z reguły trwa kilka minut do godziny oraz foch długotrwały, który może przerodzić się nawet w kilkudniowy okres ciszy. [...]
PRZYCZYNY WYSTĘPOWANIA.
Nadejście focha nie jest powiązane z żadnymi symptomami i próżno szukać oznak poprzedzających focha. Foch nadchodzi równie nagle jak też ustępuje i ma miliony przyczyn. Począwszy od rozmazanej mascary, nie takiego komplementu jaki był oczekiwany, przez zbyt zadowoloną koleżankę z pracy po przepełniony autobus i głód w Afryce. Najwybitniejsi naukowcy na świecie starają się opracować wczesny system ostrzegania przed fochem, jak na razie bezskutecznie bo właśnie największą siłą focha jest to, że działa z zaskoczenia i nigdy nie można być pewnym kiedy uderzy.
LEKARSTWO NA FOCHA.
Jak najlepiej walczyć z fochem? W tej materii należy zasięgnąć porady u mężczyzn, wszak to oni są najczęściej narażeni na jego działania. Najmniej inwazyjną metodą przeciwdziałania fochom jest ich kompletne ignorowanie. Niebezpieczeństwo jakie niesie ze sobą ta metoda polega jednak na szybkim nagromadzeniu niewyładowanych fochów, kumulacji w jeden duży, łatwopalny zły nastrój i katastrofa gotowa. Inna metoda polega na podejściu do problemu po rodzicielsku. Jeżeli ktoś grymasi bez powodu należy nim potrząsnąć, uspokoić i przemówić do rozsądku. W tym wypadku należy jednak bardzo uważać na dobór odpowiednich słów ponieważ każdy nieostrożnie wypowiedziany wyraz może podziałać jak lawina i poskutkować o wiele większymi konsekwencjami niż na początku przewidywaliśmy. Na koniec sposób tylko dla ludzi o bardzo silnej psychice. Jeżeli czujesz się na siłach możesz spróbować zwalczyć focha....fochem! Decydując się na ten krok należy jednak pamiętać, że za wszelką cenę nie można się poddawać i walczyć do końca, my kobiety w gruncie rzeczy lubimy silnych mężczyzn.
[Źródło: www.ithink.pl]


Nienawidzę, po prostu nie nawidzę tego w sobie. Tak jak całkiem pasuje mi bycie kobietą, tak tej jednej parszywej babskiej cechy nienawidzę. Fochów. Z niczego, bez powodu. Bo zupa była za słona. Bo koleżanka ma droższe futro. Bo sąsiadka ma głośniejsze orgazmy. Bo tak. Nie chcę robić fochów. A jestem foszasta. Bo się czasem zachowuję jak rozpieszczona księżniczka. Wszyscy mają się podporządkować, a jak tylko jest coś nie po jej myśli, to jest obraza majestatu. I nie znoszę tego, bo zdaję sobie sprawę że takie zachowanie jest kompletnie bez sensu, nic nie wnosi, a napewno nic dobrego. Bo mnie foch przejdzie po max godzinie (przeważnie dużo wcześniej), a niesmak zostaje. I to niesmak najczęściej u płci przeciwnej. A przecież ja nie chcę tak. Chcę żeby było dobrze. Chcę być przyjacielem, damą, kurą domową i ladacznicą w jednym. A przez takie fochy naprawdę wiele można stracić.  Tylko że dopiero jak coś stracimy, zdajemy sobie sprawę z tego, jakie to było dla nas cenne. Plujemy sobie w brodę, że cholera, trzeba było przemilczeć, ugryźć się w język, uśmiechnąć się. Ale nie, woleliśmy uparcie trwać przy swoim fochu. Po co? Żeby przypadkiem nie przyznać mu racji? Bo co? Bo dyshonor? A przecież jak spojrzymy na to z szerszej perspektywy... To są  pierdoły, cholera, pierdoły. Ludzie mają gorsze problemy - umierają na raka, giną na wojnach, leżą sparaliżowani, tracą najbliższych... a my robimy focha.
Wiecie, co to jest skarb? To taki mężczyzna, który potrafi wziąć nas, nafochane zołzy, za przysłowiowy warkoczyk i postawić do pionu. Opamiętajmy się, dziewczyny. To trudne, ale przecież, ile razy myslałyście sobie: "Cholera... co ja bym dała, żeby cofnąć czas...?"

22:03, martens-pisze
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 czerwca 2009

Wiem, że opisywanie sytuacji z pracy wziętych robi się nudne, ale jest wesoło.
Klient przylazł z donicą bez kodu. Czyli stara bajka - telefony, czekanie, etc. W końcu koleś, który miał podać mi kod dzwoni do mnie już trzeci raz. Odbieram, znudzona od czekania i nienawistnych spojrzeń jeszcze bardziej znudzonych klientów.
- Sex telefon, słucham?
- (Cisza, po chwili) Czeeeść, podać Ci kod, Koteczku?
- No dawaj (Dyktuje mi, wpisuję, dławiąc się ze śmiechu) O, działa!
- Widzisz jaki jestem zajebisty?
- No kurcze, supermen z Ciebie!
- Mmm, to ja może się przejdę tam?
- A przechodź się!
- Dobra, to idę
-Pa
Po raz kolejny - mina klientów - bezcenne :)
Zaznaczam oczywiście, że to żarty :)
Wczoraj też wpadłam w atak śmiechu iście spazmatyczny, kiedy zobaczyłam pod koniec dnia Szefa R, wychodzącego z pokoju rozliczeń potarganego i z podziurawionym rękawem. Nie wiem co oni (one) z nim tam robią. Kiedy indziej wyszedł z odbitymi pieczątkami na plecach i z napisem (długopisem) "I dupa". A klienci to widzą, ale co tam :) Tu się nie da na poważnie. Już nie mówiąc o tym że hasło "No ssij maleńka" do rury pada tu co chwila. Whatever.

Po pracy, odbieram kurtkę i kluczyk od szatni, zmierzam w stronę szatni.
Kolega: Może pomóc się przebrać?
Ja: Zapraszam, zakupy mi potrzymasz.
Kolega: A, to nie chcę
Wracam przebrana, w kurtce z futerkowym kołnierzem, kolega zaczyna głaskać kołnierz.
Ja: Nie miziaj mnie po futerku!
Kolega: A ja lubię!
Ja: Ale nie zasłużyłeś!
Już się cholera przymierzał, żeby mnie objąć, ale na szczęście pani z recepcji mnie wyciągnęła z opresji.
Gupie samce, Pffff....

niedziela, 24 maja 2009

Kilka osób mi truło, że nie piszę nic na blogu. Otóż ostatnimi czasy Martens nie miał weny, by coś napisać. Po pierwsze jestem chronicznie zmęczona, bo biegam jak nie do szkoły, to do pracy i spędzam dziennie w domu 40 minut plus poranne szykowanie się do wyjścia plus wieczorne szykowanie się spać. I nie mam czasu za przeproszeniem się porządnie wysrać, nie mówiąc już o pisaniu na blogu. Zresztą psychicznie również nie czuję się najlepiej, więc wolę w ogóle tutaj nic nie pisać, niż użalać się nad swoim życiem i pseudozwiązkami.
A w moim pseudozwiązku teraz czeka mnie dwutygodniowa separacja (wymuszona odgórnie) więc nic tylko iść i się pociąć, bo ja bez swojego M nie wytrzymuję. Koniec prywaty, skupmy się na rzeczach bardziej przyziemnych.
Po czym poznać, że Martens powinien zwolnić tempa życiowego?
1. Wracając o 23 z pracy do domu, wchodzi w nie tą bramę, przechodzi spokojnie przez całe podwórko i nie zauważa różnicy aż do chwili, kiedy znajdzie się na klatce schodowej. Dopiero wtedy zauważa, że winda jakaś inna jest.
2. Rano robiąc sobie kawę, zamiast zalać ją wrzątkiem, a potem dolać mleko, zalewa ją zimnym mlekiem i dziwi się, że jakoś to źle wygląda.
3. Zamiast pasty do zębów wylewa sobie na szczoteczkę mleczko do mycia twarzy
4. Kupuje sobie pościel różową w owieczki. Każdy, kto zna Martensa wie, że Martens nie znosi różowego, a tym bardziej różowego w owieczki i że to jest do niego wielce niepodobne.
Tak więc sami widzicie, że Martens po prostu jest zmęczony. I z tego miejsca składa modły do bozi, żeby pozwoliła mu choć raz się wyspać do bólu i nie robić NIC.
Jakieś półtora tygodnia temu byłam u fryzjerki. I to mi ciut wtedy poprawiło humor i stwierdziłam, że nikt tak nie zrobi dobrze kobiecie, jak druga kobieta. Szczególnie, gdy jest fryzjerką. I tego zamierzam się trzymać.
A teraz dla rozluźnienia kilka scenek z pracy.


Wczoraj, godzina późna, pokój rozliczeń. Czekamy na kogoś z nadzoru, kto nas rozliczy tzn policzy grube pieniądze, podpisze papiórki, wsadzi w tubę etc. Czekam ja i taka babeczka (przedział wiekowy babeczki: 60 - 70lat). Jest późno, więc babeczka dzwoni.
- Radziu, czekamy tu dwie do przelecenia, jeśli jesteś w stanie.
Myślałam że mnie rozniesie po ścianach ze śmiechu, jak to usłyszałam.
Potem się zrobił tłok.
ja: Aua, kto mnie znowu pcha od tyłu?
Szef: Nie lubisz jak cię pchają od tyłu?
ja: Lubię, ale niekoniecznie w pracy!


Innym razem, szefowa skończyła mnie rozliczać, tłok, szefowa usiłuje wstać i dopchać się do rury, która zasysa tuby z pieniędzmi.
Szefowa: Przepraszam, dajcie mi przejść bo muszę się puścić
Ja: Daj, ja mam bliżej, puszczę się za ciebie.
Szefowa: No dobra.
Trzeba sobie pomagać, prawda? :)


Kiedy indziej:
Koleżanka do szefa: Słuchaj, w niedzielę chciałabym wyjść 3 godziny wcześniej...
Szef: No spoko, zobaczymy ile będzie ludzi.
Koleżanka: Bo ja mam imprezę... Aha, jakby mnie w poniedziałek tez nie było, to znaczy że się skurwiłam, więc się nie martwcie.
Grunt to szczerość wobec przełożonego.


W pracy, w kantynie. Jem ogóra kiszonego, wchodzi moja koleżanka i dziwnie na mnie patrzy.
ja: No co, miałam chcicę na ogóra, najwyżej będzie ode mnie waliło, ale chuj.
Koleżanka: Ty się tutaj lepiej publicznie nie przyznawaj, że masz chcicę na ogóra...
Fakt. W tej pracy o ogóra dość łatwo. Ale ja się nie dam. Mam swojego :)

Dopisek z dnia 25.05.09

Wczoraj. Muszę wycofać towar, więc zadzwoniłam po autoryzację do R. z nadzoru. Za chwilę widzę, jak podchodzi do mnie A. z nadzoru.
A: Co tam masz?
Ja: Nadbicie, ale już dzwoniłam po R.
A: A niech zapierdala.  (I mi autoryzuje, tzn przejeżdża taką kartą po czytniku)
Po chwili widzę R jak się biedny przeciska przez tłum i usiłuje do mnie podejść.
Ja (wołam do niego): Dobra, już mnie A. przeleciała!
R: Ok. (i przeciska się spowrotem)
Mina klientów - bezcenne.
:)
No co poradzę, że mamy tutaj swoje pracownicze skróty myślowe?

12:19, martens-pisze , Myśli
Link Komentarze (8) »
środa, 29 kwietnia 2009

 

Praca. Zauważyłam, że jeden z moich szefów ma znajome nazwisko.

Ja: X, czy ty nie masz w rodzinie przypadkiekm ... (tu pada imię i nazwisko)
Szef: Mam, to mój kuzyn, a co?\
Ja: Byłam jego dziewczyną 7 lat temu przez trzy tygodnie.
Szef: Jezu, ty to masz pamięć...
Ja: Jego akurat trudno zapomnieć
Szef: A co, taki fajny był?
Ja: Fajny, ale kawał gnoja.
Szef: Hehe, wszystkie tak o nim mówią...
Ja: Czemu mnie to nie dziwi?

Ta rozmowa natchnęła mnie do napisania notki o tym, jak to się dzieje i dlaczego kobiety lubią drani.
Chciałam zaznaczyć, że napiszę tutaj wnioski oparte na obserwacjach społeczeństwa i rozmowach z przedstawicielami obu płci, natomiast swoje własne poglądy na ten temat i doświadczenia, z pewnych względów, pragnę zachować dla siebie. Najbliżsi moi przyjaciele i tak je znają, a ci dalsi, mogą się jedynie domyślać.

Ostatnio nawet wrzała na Onecie dyskusja na ten temat. Jakiś koleś napisał wątek o tym, że "babom to trudno dogodzić", bo jak facet jest miły, uprzejmy, szarmancki, kulturalny i do rany przyłóż, to kobiety owszem, lubią go, lubią przebywać w jego towarzystwie, ale traktują go raczej jako przyjaciela i powiernika, nic więcej. Natomiast gdy zjawi się jego kumpel, który sprawia wrażenie kompletnie wyluzowanego, wręcz zadufanego w sobie, od którego aż bucha obojętnością na kobiece wdzięki, który żuje gumę, trzyma ręce w kieszeniach gdy rozmawia z kobietą, przeklina siarczyście, opowiada komu to on nie dowalił i jaki ma zajebisty samochód, to kobiety kleją się do niego jak muchy do lepu.
No właśnie, więc jak to jest z kobietami? Z jednej strony szukają tych stabilnych, odpowiedzialnych i kulturalnych a z drugiej pociągają je ci właśnie niegrzeczni chłopcy.
Drodzy panowie, to nie jest tak, że kobieta od razu by chciała zaciągnąć faceta przed ołtarz. Te czasy już minęły. Średniowiecze się skończyło. W dzisiejszych czasach kobiety coraz częściej chcą 'powyrywać trochę chwastów' zanim zerwą ten jeden wyszukany 'kwiat', z którym założą rodzinę. Ale czemu lubią drani? A może datego, że w głębi serca marzy im się bycie zdominowaną, zniewoloną przez mężczyznę? Oczywiście żadna się do tego publicznie nie przyzna, ale wystarczy posłuchać rozmów na tzw 'babskich wieczorach' albo chociażby w damskich szatniach. Baby ciągle między sobą mówią o seksie. Przeważnie tylko z przyjaciółkami, ale mówią. Wiele kobiet o tym marzy, by mężczyzna nimi 'zawładnął'. Do tego jednak właśnie najlepszy jest wyżej wymieniony niegrzeczy chłopiec, który w spojrzeniu ma to coś, że jak patrzysz na niego, to kolana ci się samowolnie i mimowolnie rozsuwają. I nie ma mocnych, tak jest! Taki facet nawet nie musi być super przystojny, o nie! My nie zwracamy uwagi aż tak na wygląd. Niegrzeczny chłopiec po prostu ma to coś w spojrzeniu, coś zawadiackiego, coś nawet lekceważącego, może wręcz poniżającego.
Kobieta oczywiście doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że to nie jest kandydat na męża. Ale kobiety są z reguły głupie pod tym względem i się zakochują. Wiedzą doskonale, że to nie ten, ale brną dalej. Chociaż tak naprawdę nie wiem, czy jest to zakochanie, czy pewnego rodzaju uzależnienie od stanu samopoczucia, w jakim się znajduje, będąc przy nim. Tak naprawdę nie przywiązujemy się w tym momencie do osoby, ale do własnego wysiłku, który włożyłyśmy w to, by zwrócić na niego swoją uwagę. Może zbyt zawile to napisałam, ale jak się przeczyta z 5 razy, to się zrozumie.
Dranie nie są romantyczni. Traktują kobietę z góry. Nie przynoszą kwiatów, nie obdarowują prezentami. To sprawia, że kobieta coraz bardziej się stara, coraz bardziej zabiega o jego względy, chociaż sama nie wie, dlaczego. Dlaczego pozwala owinąć się wokół palca? Właśnie często wysiłek włożony w te wszystkie zabiegi sprawia, że kobeta się przywiązuje i myślę, ze jest właściwą definicją stanu "zakochania" w którym rzeczona kobieta się znajduje.
Aż w końcu bęc! Stało się! Lądują w łóżku. Nie pytajcie jak jest. Wiadomo, że zajebiście. Po czymś takim kobieta przywiązuje się jeszcze bardziej, ale nie... nie do osoby, tylko do przyjemności, jaką ta osoba potrafi wywołać. To jest rodzaj zakochania się, ale nie w nim! W samej sobie! Dziwne? Powtarzam, w samej sobie, a właściwie w drugim, wyzwolonym przez faceta "ja". Tym wolnym, bezpruderyjnym i całkowicie wyzowolonym "ja". Uwielbiamy ten stan.
A na koniec wisienka. Nawet, jeżeli ten facet rzuci ją po jednej nocy (lub po trzech), nawet, jeśli wypłacze przez niego tonę łez, nawet, jeśli będzie z przyjaciółkami rozmyślać na wszystkie strony "Co ja zrobiłam źle?", rozkładać całą sytuację na części pierwsze, obierać przysłowiowe gówno ze skórki, nawet, jeśli w końcu odnajdzie się na nowo, znajdzie męża (który co prawda nie będzie umiał łóżkowych sztuczek, ale jest stabilny, odpowiedzialny i kulturalny), nawet jeśli będzie już miała gromadkę dzieci, wspaniały dom... nocy spędzonej z draniem nie zaponmni do końca życia. I broń boże, nie dlatego, że wciąż go kocha. Dlatego, że wciąż tęskni za swoim drugim "ja".
Oczywiście najlepszym rozwiązaniem byłoby znaleźć takiego męża, który będzie potrafił jednocześnie być niegrzecznym chłopcem, kiedy trzeba i odpowiedzialnym mężczyzną, kiedy trzeba.
Są tacy mężczyźni na świecie, tylko trzeba umieć szukać!
:)
Serio Serio :)

A, zapomniałabym. W swoich rozważaniach rzecz jasna mam na myśli w miarę dojrzałe kobiety, które wiedzą czego chcą i znają swoją wartość. Pomijam wszystkie gorące nastolatki, które puszczają się po dyskotekach na prawo i lewo, byle szybciej i byle częściej, w pociągu, w przeciągu, na drągu. Te są poniżej jakiejkolwiek skali i krytyki.

I jeszcze jedno. Ten koleś o którym mowa w rozmowie z szefem, broń boże nie jest i nigdy nie był moim "draniem". To zdecydowanie za wysokie stanowisko jak na tego czubka. Zresztą to było 7 lat temu,  no wybaczcie...

00:14, martens-pisze , 18+
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Godzina 22.15, sklep zamknięty, siedzimy w pokoju rozliczeń.

Szefowa (do koleżanki): EJ, przynieś mi jeszcze (coś tam)

Koleżanka: Ale mi już nogi w dupę wlazły...

Szefowa: Mnie też wszystko w dupę włazi!

Szef: Dobrze, że nie lubię anala...

Chwilę później

Szef (do szefowej): A co ty tak stoisz?

Szefowa: Jak żeś mi krzesło zajebał, to stoję!

Szef: No to masz! (próbuje podać krzesło)

Szefowa: Ale ja lubię, jak stoję

Szef: (nie usłyszał) 

Szefowa: Słyszysz? Ja lubię, jak stoję!

Szef (po jakiś 2 minutach) Że co? Lubisz jak stoisz?

Szefowa: Ale ty masz skapnięcie...  Jeśli bzykasz tak samo to może do jutra by coś z tego było...

Szef: (Speszony udaje, że liczy pieniądze)

Szefowa: No widzicie! Tak gadacie że żeście tuby popierdolili!

 

Nie ma to jak atmosfera w pracy... Yeah...

 

 

poniedziałek, 13 kwietnia 2009

 

Występują: Ciocia (lat 63), Kuzyn (lat 37) ale zachowuje się, wygląda i ubiera się na max 30, Ja.

Wchodzę do domu cioci.
Ciocia: Marta, a Ty z gołym brzuchem chodzisz?
Ja: Ciepło przecie jest...
Kuzyn (drze się ze swojego pokoju): Mama, daj spokój, dobrze że nie z gołym dupskiem!
Ja: Dupsko mam akurat zakryte!
Kuzyn: Ale to trzeba czasem odkrywać, żeby się przewietrzyło!
Ja: Jak trzeba, to odkrywam, dostatecznie często.
Kuzyn: No w to nie wątpię...

Przy obiedzie, między jedną a drugą łyżką rosołu.
Ciocia: Marta, co to jest: Miękkie, różowe i rozpływa się w ustach?
Ja: Cukierek??
Ciocia: Nie, łechtaczka trędowatej.

Aż się zakrztusiłam. Ryję jak dzika świnka.

Później, w kuchni, pomagam cioci przy szykowaniu kolacji.
Ciocia: Zobacz jakiego ogóra dorwałam!
(Wyjmuje w lodówki dość okazałego surowego ogóra, dobre 35cm długości, średnica też niczego sobie)
Ja: (nie wiedząc jak zareagować) No... tak.
Ciocia: Taki katolicki!
Ja: Czemu katolicki?
Ciocia: No w sam raz dla zakonnicy!


Upadłam ze śmiechu po raz drugi.

Rozmawiamy o dietach.
Ja: No widzisz ciociu, a ja jem ile wlezie i przytyć nie mogę...
Ciocia: Oj bo Ty masz takie schorzenie wrodzone, że masz jedną rurę od przełyku do dupy i wszystko przelatuje...

Było wiele podobnych tekstów, o katolickich marchewkach (że są ponoć lepsze od ogórów), o żonach które nie dopuszczają młodych mężów do łoża (Ty Marta byś takiego zrozumiała, nie? -tak, ciociu, zrozumiałabym.), o tym jak Martens zapatrzył się na klatę kuzyna, bo miał na koszulce napis "ADHD Ready", że Martens ma tylko jedną "piśkę" ale w poprzek (wg mojego kuzyna) i o tym że mam się nie łajdaczyć.

Ja w tej rodzinie czuję się jak ryba w wodzie... :)

22:44, martens-pisze , Familia
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3